***
Uciekłeś w jej ramiona...
uciekłeś w ramiona rozstania,
a twoja duszą szalona
jest dziś nie do poznania.
Siedziałeś zamknięty w celi,
jak mnich schowałeś serce,
i nikt się nie ośmielił
wyciągnąć ku tobie ręce.
A teraz jesteś blisko,
w zasięgu ręki, na jawie
i pali się ognisko...
o! mam cię! o nie! prawie...
I znowu cię nie czuję
zapach już nie podsyca,
ciemność cicha maluje
smutek w blasku księżyca.
Lecz kiedy starości chwila
nadejdzie niczym stracona,
miłość, która umila
wróci... z tobą skruszona.
***
Przypłynąłeś na skrzydłach wietrznego szumu,
zagarnąłeś myśli, dużą część rozumu.
I nie wiadomo skąd i dlaczego przybyłeś,
ze snu żądze ukryte nagle obudziłeś.
Pragnę byś porwał mnie w wir szalony,
by czas z tobą płynął lekko ozłocony.
Bym czuła w pędzie zapach spalin,
w ustach smak ciebie jak świeżych malin.
***
W księżyca poświacie samotna dziewczyna,
obok niej rosła pachnąca jeżyna,
w mchu gdzieś zgubiła brylant złoty,
Nie! Skradł jej miły! Bez trwóg i cnoty.
Zatem historia byłaby długa,
gdyby nie północ, gdyby nie druga,
i jak Kopciuszek czmychając nagle,
spojrzała w górę, uniosła żagle,
w które wiatr zadął z zadowoleniem
i rozpłynąwszy się w mgle wspomnieniem,
zostały tylko po niej diamenty,
Ciemne i mroczne, słone odmęty!
Pęknięte serce
Kiedy zapłonie świeca i blaskiem okryje
zmarzniętą postać od stóp aż po szyje.
Zrozumiesz dlaczego okute lodem
serce w pół pękło odziane chłodem.
Choć na dnie jego, w zakątku ciemno
tliło się niegdyś nadziei pełno.
Lecz kat zegarmistrz schwytał je w szpony
dusił, ochładzał, wlókł jak szalony.
Tracąc nadzieję serce załkało
miłości twojej mając zbyt mało.
I choć pęknięte i choć niczyje
pyta który je chirurg zgrabnie zeszyje?
Wiosna
Gdy pierwszy raz człowiek młody
swą nagą stopą dotyka wody
czuje jej bliskość oddechu
i pokłon składa ciepłemu echu.
Wiatr mu czuprynę targa kędzierzawą
jak targał wczoraj rzeczną taflą lawy
a tam gdzie jaskrawość ciepła wstaje
rozpuszcza warkocze nad wonne gaje.
I słona kropla po czole spływa
kędy stąpa bogini wiosny złoto-grzywa
i wonny rozchodzi się zapach trawy
owiany ciepłem zórz zielono-rdzawy.
A wśród tych letnich powiewów
słychać cichy śpiew krzewów
a ona uśmiecha się do słońca
bogini, córa, kwiatami władająca.
Wygnaniec
Mam Cię dość! Odejdź, żegnam!
Awanturniku!
Radź sobie sam!
I nie proś kolejny raz o przebaczenie!
Uwierz w siebie!
Szukaj, a na pewno znajdziesz!
Zaczarowanego anioła!
Po drugiej stronie ulicy!
Magia
Zaczaruj oczy,
by nie widziały złego.
Zaczaruj usta,
by nie raniły słowem.
Zaczaruj serce,
by kochać nie przestało!
*
Czarne chmury, ciemny las
nie ma ciebie, nie ma nas.
Burza rzuca piorunami
co się dalej stanie z nami?
Pójdę w prawo, ty zaś w lewo
miniesz rzekę, potem drzewo.
Które kiedyś cieniem swoim
chłód dawało oczom moim.
Zarzuciwszy bagaż łez
w dłoni trzymam biały bez.
By po drodze przypominał
jaki był nasz życia finał!
To właśnie wtedy
Pamiętasz?
Las pachnący świeżością
budzącego się świerku
każdego ranka?
To właśnie wtedy
wiatr kołysał
moje włosy
ciepłym podmuchem.
To właśnie wtedy
szyby twej zielonej maszyny
odziały się płaszczem
mlecznej mgły
od naszych oddechów.
To właśnie wtedy
chwila stała się dniem i nocą
w przymrużeniu mych powiek.
To właśnie wtedy
rzuciłeś ziarno miłości
ręką siewcy na polu
mego serca.
To właśnie wtedy
świat zmienił kierunek
w swej drodze
i zaczął podążać ku mnie
a nie ja ku niemu.
To właśnie wtedy!
*
Zamykając oczy, widzę
mokre, przyklejone ciało
do czarnego poszycia
skórzanego łóżka.
Nie twoje, lecz moje – pamiętasz?
Jak z uśmiechem na twarzy
z głową na piersi
słuchałam bicia twego serca?
Jak wsłuchiwałam się
w dźwięk każdego jęku?
Jak tańczyłam do muzyki
granej przez nasze oddechy.
Tak pragnę raz jeszcze
poddać się wpływowi
twych silnych opiekuńczych ramion.
By zatańczyć znów z tobą rumbę
w blasku księżyca.
Zmrok
Zmrok zapadł czarny i cichy
ja pośród niej...
samotnią odziana
ocieram łzy chustką
utkaną z twych...
niegdyś ciepłych myśli.
Łzy jak groch wielkie płyną
po różowym licu
torując sobie drogę do serca
by zadać mu kolejny cios
ostrzem rozpaczy.
Niepozorne słowa, same...
cisną się na pomiętą
kartkę szarego papieru
by nie odejść w nicość
jutrzejszego dnia
by przypomnieć kolejnej wiośnie
o bólu, tęsknocie...
i miłości...
która, choć niedościgniona
nadal mieszka na dnie
szuflady mojego serca.
*
Gdy cię pokochałam
kolorów pełen był świat,
czystych, niewinnych
szesnastu lat.
Sto dwudziesty miesiąc
spokojnie upłynął,
choć miłość została
tyś nagle zaginął.
A teraz powracasz
nicość świtem zastajesz,
Miłość pustą, samotną
w ramiona oddajesz.
I choć serce zranione
tak przed laty wielu,
pachnie nadal tak samo
- duszy przyjacielu!
„Angelina”
Pusto, cicho, bez poklasku.
Nie ma krzyku, ani wrzasku.
Ani jęku, ani pisku.
Ni warkotu psiego pysku.
Pusto, cicho dookoła.
Już nie bzyczy żadna pszczoła.
Już nie słychać mandoliny.
Ni słów wzniosłych Angeliny.
Pusto, cicho się zrobiło.
Bo serduszko mniej zabiło.
Choć wątlejsze co godzinę.
Martwi ową tą dziewczynę.
Pusto, cicho, ale nagle.
Jacht ten rozpościera żagle.
I powoli żółwim krokiem.
Miłość wraca tylko bokiem.
*
Gdybym ucałować mogła
twe ramiona słońcem
byłabym początkiem
i zachodu końcem.
Gdybym ukołysać mogła
twe oczy miłością
żyłabym radością
a tak żyję złością.
Gdybym spojrzeć mogła
głęboko w twą duszę
lecz niestety nie mogę
tęsknic, płakać muszę.
Miłość Nimfy
Ty, co morza błękitem władasz
ty, co na perłowej rafie przysiadasz.
Tobie chylą się blade fale czołem
dla ciebie ta otchłań nie jest mozołem.
A gdy słone krople błyszczą od słońca
wiatr je delikatnie z twego czoła strąca.
A tyś nadal promienny i wesołeś
opiekuńczym ramieniem tę topiel objąłeś.
Ludzie zęby łamali zwykli i artyści
jak twa miłość przetrwała wśród rudawych liści.
I każdy w głowę zachodzi i myśli zaklina
jak bardzo cię kocha ta nimfa – dziewczyna?
We dwoje
Popłyńmy we dwoje morską, cichą tonią,
gdzie słychać śpiew nimfy, gdzie perły dzwonią.
Popłyńmy we dwoje w morskie przełęcze,
oddajmy się fali co łaskocze tęcze.
Pójdźmy we dwoje na kraniec przestrzeni,
gdzie nie słychać głosów, nie widać promieni.
Pójdźmy we dwoje zboczem skalistego muru,
tam gdzie jego szczyt dosięga lazuru.
I tak stójmy razem, cali zamyśleni,
odziani w ciepło, słońca szat promieni.
I stójmy wpatrując się jak smutki toną,
przemierzając cielesną ciszę nieskończoną.
Dziękuję Ci Mamo!
Za ciepło serca Twego
i za stworzenie mojego.
Za Twą miłość wielką
i za to...,
że jesteś życia nauczycielką.
Kocham Cię Mamo!
Tak niewiele mi potrzeba...
Gdzie są plaże pełne piasku?
Gdzie Twe oczy pełne blasku?
Gdzie podziały się łabędzie?
Tak tu cicho, smutno wszędzie!
Wczoraj oczy roześmiane.
Dzisiaj serce zapłakane.
Jutro senność mnie ogarnie.
Czuję się naprawdę marnie.
Gdzie Twój uśmiech jest szalony?
Gdzie z wysiłku tors spocony?
Gdzie Twe oczy pełne czerni?
Stwierdzam! Ludzie są niewierni!
Szukam Ciebie tu i tam.
Z żalu smutną minę mam.
A gdy szepniesz „cześć” z ukrycia.
Serce żyje pełnią życia.
***
Nie mam w sobie magnetyzmu
a jednak przyciągam.
Nie mam w sobie złej natury
a jednak się złoszczę.
Mam natomiast dobre chęci
a jednak przegrywam.
Mam też w sercu miłość wielką
a jednak obrywam.
O wodo...
O wodo, zachwycasz mnie blaskiem
swą taflą jak metal błyszczącą.
Ty widzisz mnie zawsze rankiem
nad swoim brzegiem leżącą.
Tyś jest w swym pięknie ciszą
spokojem w swej krasy naturze.
I niebo i ziemia się kłania
przegląda się w twym lazurze.
I choć byś świat cały ogromem
oplotła ramion swych głuszą.
I tak będziesz melodii
cudu zaczarowaną duszą.
Błękitne zadumanie
Na cichym, ciepłym oceanie
czuć wznoszące się zadumanie
nawet na błękitnym niebie
gdzie wśród chmur szukałam ciebie
i stałam od wzdychań gorąca
naturalna, naga i drżąca.
Prawdę mi nimfy szeptały
że ból jest ogromny, nie mały
gdy odejdzie w purpurze liści
najgorszy sen się ziści
i dzień nie będzie radosny
jak wtedy, w narodziny wiosny.
Dalej stoję w słońcu nieruchomie
dumając przy wód ogromie
krusząc serce z kryształu
zapominając o tobie pomału
i tylko w górze chmury białe
pędzą przed siebie jak oszalałe.
Lecz pamiętam jak krople rosy
chłonęły twe czarne włosy
a trawa pod tobą się słała
pachnąca od wiatru cała
aż przyszła burza, a potem...
zabrała mi ciebie przelotem.
I nawet morskie głębokości
nie potrafią ukoić mej złości.
... tyle tylko, że...
złoszczę się na siebie.
Sen
W pachnącym gaju kwitną lilie i róże
mienią się i kąpią w nieba lazurze.
A słońce głęboko im zagląda w oczy
a obok nich dumnie strumień się toczy.
Nad nimi widać prężnego sokoła
co cichym krzykiem ukradkiem je woła.
A na brzegu przysiadły jego towarzysze
skrzydlate, potężne, których wiatr kołysze.
I widząc to znowu w blasku nowiu
zostałam sama na tym pustkowiu.
Mgłą zaszły me oczy zmęczone
ochłonęły nagle me myśli szalone.
Gdy świtem promienie po skórze przebiegły
sny pachnące nagle - się rozbiegły.
Choć słońce leje się żarem złota
nie może już ogrzać mojego żywota.
Okaleczone serca
Gdybyś teraz swoje oczy
w moją stronę mógł odwrócić.
I melodię czarodziejską
w chwili tej zanucić.
Dałabym ci gwiazdkę z nieba
ci lśni gdzieś daleko.
I cichutki szelest wody
co tkwi tam nad rzeką.
Gdybyś teraz obok siedział
zgrabnie tuląc moje dłonie.
Czułbyś bicie mego serca
i jak bardzo płonie.
Gdybyś serce swoje oddał
w opiekę mych ramion.
Nasze serca zabliźnione
nie miałyby znamion.
Dwa słowa
Wykułeś dwa słowa w lśniącym marmurze,
pod drzwiami pozostawiłeś pachnącą różę.
A teraz pod wierzbą cicho muskasz struny,
i światłem bijesz płomienniej od łuny.
I czekasz na rozkoszy dwa słowa zaklęte,
niebiańskie, nieziemskie, cudowne i święte.
I czekasz jak dłonie uściskiem się splotą,
by ujrzeć w mym oku iskierkę złotą.
I widzisz jak stąpam, a wiatr targa szaty,
rozwiewa mi włosy, wplątane w nich kwiaty.
I trzymasz na wodzy swe myśli lubieżne
i puszczasz ukradkiem uśmiechy śnieżne.
I w końcu kratery ogniem błyskają i dymią,
bo rozpalasz we mnie ochotę olbrzymią.
Wiedź, że już nigdy noc nie będzie grać ciszą,
bo złączyły się ciała i zgrabnie kołyszą.
W chwili złości
Nie pragnę, nie marzę,
by myśl twoja złotą.
Choć chwilę zadrżała
bliskości ochotą.
Byś myślał, że łudzi
mnie twa zgryzota.
Zażarta, kłamliwa
do życia ochota.
Swych słów nie rzucaj
na wiatru żagle.
Bo stracą znaczenie
od razu, nagle.
I nie bij myślą
czyjegoś sumienia.
Bo będziesz samotnią
swojego istnienia.
Wzniosłe ciepło ognia
Złożyć swe troski na zielonej hali
wzniecić, a ogień iskrą się rozpali.
I patrzeć jak wzniośle rośnie ono
i roztacza w ciemności swe gorące łono.
Przy którym oboje kołysząc głową
szeptem wypowiemy już niejedno słowo.
Aż w dali bicie obu serc usłyszę
co wiatr zgrabnie niesie i lekko kołysze.
Bliskość
Z niebem kojarzę twe
zwięzłe imię i nazwisko.
Wszystko co dla innych obce
dla mnie jest bliskie.
To jak latem nad rzeką
karmiłeś białe łabędzie.
I twa przeszłość różana
teraźniejszość i przyszłość co będzie.
Bliska jest twa mądrość urocza
i ta radość drobnej chwili.
Co przed tobą w środku nocy
swe potulne czoło chyli.
A gdy oddech twój gorący
dotknie czule mego czoła.
Bliskość sprawia, że rozbłyskam
jak promieni blask anioła.
Odradzając się jak Feniks
z zbitych kurzy i popiołów.
Przejść przez życie z tobą pragnę
wśród tysiąca stu aniołów.
Chwila warta grzechu
Kiedy ukradkiem dotykiem muśniesz
i powędrujesz palcem po twarzy.
Tak twoje czujne oko zobaczy
jak cicho mały rumieniec się żarzy.
I choć uśmiechu rzucisz dwie garście
zaraz mi duszno i zaraz mdleję.
Bo tak już działasz na mnie kochany
widzisz co teraz ze mną się dzieje.
Ta jedna chwila, a taka trwała,
w której nieśmiale otwieram oczy.
Dumnie powraca w każdym uśmiechu
widząc twój kontur tak bardzo uroczy.
Kocham...
Kocham Twoje czarne oczy zamyślone,
choć niewierne czasem a czasem szalone.
Kocham Twoje obie dłonie jasno-złote,
dla których z miłości zgrabnie Cię oplotę.
Kocham Twoje nagie ciało rozpalone,
w których objęć cicho, wolno sobie tonę.
I tak kocham w Tobie wszystko, nawet duszę,
i wilgotny klimat i zwyczajną suszę.
Puste echo twych słów
Słyszę ciebie, jak echem krzyczy morze
głos twój wraz echem uleciał w przestworze.
Oddałeś swe słowa niewiernemu echu
któremu wiatr wieje z zimnego oddechu.
I znów jesteś, jak we śnie odległy
słowa twe gdzieś hen w dal pobiegły.
I czasem pół tonem cicho coś zanucą
pobiegną wraz echem i za chwilę wrócą.
Bliskość
A taka czułość cię otacza
prawdziwy laur dziewiczości.
A gdy się twoją czuje bliskość
serce do nieba krzyczy z miłości.
I tylko patrzeć się na ciebie
jak na cud jakiś, na zjawisko.
I ciągle kochać, pragnąc ciebie
i mieć cię zawsze bardzo blisko.
***
Nie wiem ktoś ty, a ilekroć razy
patrząc w oczy twoje maluję obrazy
i za każdym ciepłem, za każdym widzeniem
odnajduję cię z nowym oblicza wzruszeniem.
A kiedy ukradkiem za rogiem cię widzę
za rozkosz i boleść bardzo nienawidzę,
lecz patrzeć i widzieć niestety cię muszę
bo cała twa postać ratuje mi duszę.
A zapach twój wchłania całe moje ciało
i ciągle brakuje, i ciągle mu mało,
a ty wciąż rozniecasz iskierkę płomienia
bym zawsze była bliska omdlenia.
W raju
My dwoje – las, słońce i namioty
rozbite w ciszy koło groty.
Tam gdzie pnie się bluszcz i winogrady
koło przepięknej, lśniącej kaskady.
Tu pod słońcem nie słychać gromady
jedynie cichutko brzęczące owady.
Motyle tęczowe jak blask złoty
i ptasi trel i ciche szczebioty.
Wokoło tańczy, ściele się trawa
mieniąca barwą zielono-złotawa.
A wśród niej żółte i czerwone kwiaty
i niedźwiedź brunatny nieco kosmaty.
Tak, nasze serca z radości płoną!
zwieńczone pocałunkiem jak złotą koroną.
By odkryć w naturze nowe namiętności
i szukać spełnienia tejże miłości.
Złudne spojrzenie
Szafirowe spojrzenia,
nagłe, nieustanne.
Tworzą srebrzystą,
słoną fontannę.
Błyszczą bardziej
niż nagie diamenty.
Ciskają wszystko
w ciemności odmęty.
A wielki okręt
na ich falach odpływa.
A miłość niknie,
staje się leniwa.
I tylko rzęsą
delikatnie trąca.
Przejrzyste promienie
rozgrzanego słońca.
Klątwa
Kiedy na Twe oczy srebrno-szafirowe
złocisty blask słońca upadnie
ku Twemu ramieniu pochylę głowę
i tulić się będę bezwładnie.
A kiedy ogień, co nad nami płonie
roztoczy światła swe rozgrzane cienie
zobaczysz mnie całą w kwiecistej osłonie
w piersi usłyszysz miłości tchnienie.
Wówczas czar pryśnie, ten urok boski
nie będą już działać czary
a żaden mag nędzny, ani mistrz włoski
nie rzuci już klątwy ni mary.
***
Odnalazłam Cię
po tak wielu latach.
Życia los tak chciał
nasze dłonie splata.
Odnalazłam się
w lustrze oczu Twych.
By oddać Ci całą
nutę westchnień mych.
Odnalazłam w Tobie
spokój, radość życia.
Lęk wrzuciłam w kosz
i wyszłam z ukrycia.
Byś odkrył na nowo
znaczenie tych słów.
Uleciał wysoko
pokochał mnie znów.
Tysiąc godzin wstecz
Widzę ciebie, gdy niedawno
przed tysiącem godzin może.
Stałeś w świetle jasnym, ciepłym
spoglądając wprost na morze.
Wiatr cichutko, niby sennie
zakołysał długie liście.
Twoje oczy zabłysnęły
w słońcu mieniąc się srebrzyście.
Utuliłeś mnie w ramiona
a spojrzenie nieskończone.
Chwyta czule moje serce
ciągnąc duszę w lewą stronę.
Tam zachodu są obłoki
ku nas fale srebrne płyną.
Ponad ziemią, niby sennie
uczuć skrytych są głębiną.
Tak przyszedłeś, jak ta fala
nagle, uderzyłeś z cicha.
Miłość z kajdan uwolniłeś,
która teraz ze mną wzdycha.
***
Pusta jest noc bez Ciebie, samotna
cicha lecz dumna, skrajnie pierwotna.
Serce z bólu pęta, wije i druzgoce
odziało się ofiarnie w cierniste moce.
Przemierza gwiezdne olbrzymie królestwo
bo Twoje zniknęło miłosne jestestwo.
I depcze nędzne ziemskie złudy bożyszcza
duszę skalaną w czyśćcu oczyszcza.
I stojąc samotnie na krańcu grani
przygląda się gwiazdom z nocnej otchłani.
Duszę swą w smutku powoli pławi
serce zranione samotnie krwawi.
I widzi z bliska ten nie ład wieczny
miłosnej iskry migot ostateczny.
I duszę ranną, obolałą, krwawą
ucisza, szepcząc: w Tobie moc i prawo.
Na skrzydłach anioła
Wzniosę się wysoko na skrzydłach anioła
otrę słone krople z zmęczonego czoła
i odnajdę w tłumie miłość, tę gorącą
i usłyszę harfy melodię dzwoniącą.
Kaskadą blasku błyśnie piękna zorza
bym wzniosła się w najwyższe przestworza
i lśniąc od słońca promiennych szkarłatów
tonęła w miłosnej pełni aromatów.
A to co kiedyś marzyć mi się śmiało
wydaje się teraz iskiereczką małą
bo w odczuciu miłości serce nagle mięknie
i rzeźbi bardzo cicho i rzeźbi przepięknie.
Nagością owego płomiennego czaru
wzniecę ogień potężny, gorętszy od pożaru
i połączę miłość z kroplą pieszczoty
zabłysnę na nowo od słońca pozłoty.
Słowa
Pod księżyca opieką, złotym seledynem
gwiazd oczy błyszczały na pustkowiu sinem.
A w blasku postać i fale bezmierzne
a w ręku listy żółtawo-śnieżne.
Ich słowa pachniały wiosennym jaśminem
odziane były tkliwie pięknym pergaminem.
I choć w swej krasie wiele znaczyć miały
dały chwile smutku, a radość zabrały.
***
Dziś zbudził mnie zapach kwiatów
pachnących cudnie marzeń dwóch światów.
Chciałam by dla nich wciąż trwała wiosna
by była świeża, tkliwa i radosna.
Dziś stoję sama nad pamiętną rzeką
rzucając kamień gdzie daleko.
Na fali wciąż słyszę twe słowa szmerne
w lustrzanej wodzie twe oczy niewierne.
Dziś nie wyciągam już ramion spragniona
nie krzyczę kocham jak szalona.
Lecz ściskam tylko pulower omdlale
z rumieńcem wstydu odchodząc jak fale.
Dziś nikt i nic mnie już nie wzrusza
łka tylko cicho ma zraniona dusza.
A uśmiech kryje myśli roztargnione
a kocham chce krzyczeć serce zniewolone.
Dziś szukam wśród miliona ludzi
miłości, która z obaw mnie zbudzi.
Zagra dla duszy, radośnie zaśpiewa
zakwitnie od nowa, wzniesie się ja mewa.
Wiosenni Kochankowie
Słońce roztapia śniegi, zakwitają drzewa
pachną kwiaty jaśminu, ziemię rozlśniewa.
Złotem rzeki płyną, promienieją skały
świat się śmieje rubinem, jest cały wspaniały.
Leżą pod ospałą gruszą, a blask ich zalewa
gdzieś w błękicie chmur szybująca mewa.
W słońcu błyszczą rozgrzane, nagie ich ciała
światło pełza im po skórze jak iskierka mała.
Na ustach jej, na dłoni, na piersiach i łonie
pocałunek namiętny cichuteńko płonie.
Między uda pieszczota zgrabnie się zakrada
ona leży bezbronna, caluteńka, cała blada.
Opuszkami palców mapę szkicuje
nad nimi rozkosz w pełni triumfuje.
I rozgrzanym „czułkiem” spełnienie rozsiewa
wonią wybuchają okwiecone drzewa.
Dłonie tańczą walca w jej kruczych włosach
toną w swych objęć otwartych niebiosach.
***
Czasem, gdy nocą księżyc z oddali
patrzy i słyszy jak ku mnie płynie
jakaś nieziemska, mistyczna muzyka,
którą Posejdon począł w głębinie.
Muzykę, którą już niegdyś słyszałam
wśród głębin morza i głuchych przestrzeni
dziwne wspomnienia błądzą w mej głowie
dziwacznych nagle nabierają cieni.
I nagle widzę jakby w mgłach pamięci
czar tych cudownych wieczorów jesiennych,
które zgubione gdzieś w tunelu czasu
uszczkną rąbek wspomnień promiennych.
Tylko Posejdon odkrył grą tajemną
i ukrył pragnienia na dnie oceanu
by czasem cicho pogawędzić ze mną
i nocą zagrać milczącą melodię.
Pustka
Nie ma dziś przy mnie nikogo
idę sama ciemną, pustą drogą
pusto jest w duszy i pusto dookoła,
bo nic mnie i nikt już nie woła.
Pamiętam jak wieczorną ciemnotą
rzuciłeś nagle miłością w błoto,
odszedłeś tam – przez to puste pole
gdzie stały dwie zziębnięte topole.
Jesteś tam, gdzieś bardzo daleko
myśli rozpierzchłe ślimaczo się wleką,
a z mglistych łez czasem biją promienie
nie słychać już głosu tylko milczenie.
Fotografia żółknie, oczy Twoje giną
pod warstwą kurzu, grubą, biało-siną,
i wciąż pusto w sercu i tu dookoła
i nic mnie i nikt już nigdy nie zawoła.
***
Kochałam Cię, lecz zła dola nad nami
rozpostarła krąg i twarz jawiła ciemną.
Odszedłeś – ja pożegnałam Cię łzami
bez litości pastwiłeś się nade mną.
Odszedłeś, świat się cały nie zawalił
ale runęło pode mną rusztowanie.
A u progu żeś tylko zostawił
ciche pragnienie i miłość kochania.
Walentynki
Mamy dzisiaj Walentynki,
Święto chłopca i dziewczynki,
Takich co to się kochają,
No i sobie też ufają,
Dają sobie dziś prezenty,
Mówiąc przy tym – to Walenty,
Potem spacer w parku krótki,
Jakieś piwo, trochę wódki,
Aby lepiej się gadało,
No i miłość wyznawało,
Potem kino, jakieś kwiaty,
A wieczorem marsz do chaty,
A w chałupie w pokoiku,
Kolacyjka przy stoliku,
Romantyczna oczywiście,
Tak, że czułość serce ściśnie.
Potem do dwunastej w nocy
Dwie poduszki, jeden kocyk,
Jakieś buzi, przytulanka,
Taki dzień to jest sielanka,
Chyba, że ktoś nie ma damy
Wtedy dzień jest przerypany.
Jawa czy sen?
Czasem zda mi się, że to sen na jawie
że widzę postać jego – o tu! – o nie!, prawie!
A wszystko opornie w jeden sen się składa
podsyca napięcie i nagle opada.
Staje przede mną... i chowa się tu...
w zamglonej jaskini mojego snu.
I znów się wyłania czarno-biały cień
i znów się zamienia noc w świetlisty dzień.
Jak dziecko ocieram swe oczy po śnie
i sam już nie wiem radosnym czy nie!
A myśl ogarnia wzrokiem zwodniczym,
że wszystko co śni się wydaje się niczym!
Westchnienie
Z daleka ku mnie płyną
westchnienia smutne tony
i żalem swym owłada
ten smutek nieskończony.
Chciałabym wyciągnąć ręce
i ulecieć w przestworza
by me serce usłyszało
szum czystego morza.
Mimo tego serce w piersi
rwie się i odtrąca
każdą miłość, którą spotka
niszczy łza paląca.
Powrót do przeszłości
Bywają chwile w życiu człowieka,
do których tęskni, myślami ucieka
niejedno próżne chwyta wrażenie
zamyka wszystko w jedno wspomnienie.
Zatrzymać pragnie tę chwilę miłą
zatrzymać na wieki, choćby i siłą
ogarnia myśli sercem świadomie
trzyma kurczowo, choćby kryjomie.
Odczucia, które błędny czas kruszy
zalegające w głębi złej duszy
odpływające szarością chmury
nie mącąc ciszy, w sercu natury.
Rozkoszna nocy
Rozkoszna nocy, słodka i kojąca
rozświetlasz serce gwiazdami tysiąca
dusza od wzniesień na łoże upada
twarz niczym słońce – promienna i blada.
Ciche gwiazd światło obejmuje całą
wznosząc ku niebu duszę półomdlałą
nagość kobiecą pieszczą promienie
aż dziwne wschodzi senne zachwycenie.
Zmęczone ramiona rozkosznie rozszerza
zatapia się – płynie – do krainy zmierza
upojona blaskiem nasyca swe oczy
po skroni słona kropelka się toczy.
Króluje w bezkresnym nieba błękicie
budząc się płonie w namiętnym zachwycie
pragnie by szczęście płynęło z ciemności
było rządne przygód i pełne miłości.
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 186 061 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: